NOWY WPIS do słuchania 2
Jan 21, 2026
Minął rok od zaprzysiężenia Donalda Trumpa na kolejną kadencję. Dwanaście miesięcy, w których polityka w Waszyngtonie nie zwalniała ani na chwilę — i niemal codziennie wpływała na rynki, sojusze i nastroje społeczne po obu stronach Atlantyku.
To nie jest opowieść o „spokoju i stabilizacji”. To podsumowanie roku, w którym administracja Trumpa postawiła na twarde dekrety, politykę granicy, cła jako narzędzie nacisku i transakcyjny styl dyplomacji.
Już w pierwszych godzinach urzędowania priorytet był jasny: granica z Meksykiem i migracja. Prezydent ogłosił stan nadzwyczajny na południowej granicy, uruchamiając procedury, które miały przyspieszyć działania administracji i wzmocnić rolę federalnych służb. Równolegle podpisywał kolejne dokumenty porządkujące politykę migracyjną: od weryfikacji i kontroli, po narrację o „ochronie państwa” i „egzekwowaniu prawa”.
W kolejnych miesiącach tempo nie spadło — 2025 rok przyniósł ponad dwieście rozporządzeń wykonawczych. Dla zwolenników: dowód sprawczości i „robienia roboty”. Dla krytyków: rządzenie dekretami, ostre spory prawne i narastająca polaryzacja.
Drugi filar tego roku to handel — i cła, które wróciły jako narzędzie nacisku, nie tylko ekonomicznego, ale i politycznego. Według analiz Kongresu USA, administracja sięgała po nadzwyczajne podstawy prawne, uzasadniając działania m.in. bezpieczeństwem, narkotykami, migracją i bilansem handlowym.
Efekt? Rosnąca niepewność u partnerów handlowych i… fala reakcji zwrotnych: od retorsji po spory sądowe. Cła stały się komunikatem: „Waszyngton będzie negocjował twardo — i publicznie”.
To podejście szczególnie mocno wybrzmiało w relacjach z Europą. Końcówka roku — i początek kolejnego — przyniosły napięcia wokół ceł oraz politycznych żądań wobec sojuszników. W Brukseli padły słowa o presji i szantażu, a w instytucjach UE rozpoczęto przygotowania do działań odwetowych.